- a jak myślisz?- Popatrzył na niego Clifford z miną wyrażającą "zajebie cię"
- Oh przepraszam. Nie złość się... złość piękności szkodzi.- wyszczerzył się a Kara zachichotała jeszcze bardziej przykrywając się pościelą.
- co on tak długo tam robi? Miał tylko sprawdzić co...
W tej chwili wyszedł i trzasnoł frontowyni drzwiami.
- A ty z czego masz ubaw?- zapytałam wkurzona
- Wiesz... Trochę przeszkodziłem Mikiemu i Karoli w wiesz...- wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć śmiechem.
- coo?! Ty kretynie! A jakby tobie ktoś przeszkodził czułbyś się fajnie? - wydarłam się na niego
- Wiesz jeszcze nikt mi nie przeszkodził w pierwszym razie... zaczynając od tego, że go jeszcze nie miałem - Popatrzył na mnie już trochę spokojniejszy.- chyba, że ty... sparaliżowałam go wzrokiem
- mozesz sobie pomarzyć romeo - przerwałam i odwróciłam się a następnie ruszyłam przed siebie.
- No cóż... Będę próbował dalej. - westchnął i dogonił mnie. Zrobiliśmy kółko wokół mojego domu gadając już tylko o bzdurach związanych z jego głupawymi przyjaciółmi. Pożegnaliśmy się i weszłam do mieszkania. Tam już czekał na mnie Pete razem z mamą.
- Jak tam pierwszy dzień?- spytała z uśmiechem mama.
- świetnie mamusiu- odwzajemniłam uśmiech i obdarowałam ją całusem w czoło po czym poszłam w stronę brata.
- A tobie jak poszło? Wyczaiłeś już jakąś laskę?- walnęłam go lekko w ramię.
- Było spoko ale to chyba ty powinnaś nam opowiedzieć co robiłaś z chłopakiem o dwa lata od siebie starszym - popatrzył na mamę i obaj próbowali powstrzymać się od śmiechu.
- z kąd ty to.... I nic nie robiłam. Spacerowałam tylko... - próbowałam się wywinąć nie wspominając co się działo z Karą i Michaelem.
- Oh wszyscy o tym teraz mówią- spoważniał nagle.
- kurwa - zaklnęłam po cichu.
- co?
- yyyy kocham Cię Pete - ocknęłam się i szybko pobiegłam do swojego pokoju.
Kiedy doczołgałam się do mojego pokoju usiadłam na łóżku i sięgnęłam po telefon. Na ekranie wyświetlało się powiadomienie o dwóch nowych smsach. Jeden był z obcego numeru. jego treść brzmiała
" Hej kotku wyjrzyj przez okno. Luke"
Nie nazywaj mnie "kotkiem" pomyślałam a następnie wyjrzałam przez okno. Faktycznie pod moim domem stał Luke Hemmings. Zeszłam na dół aby zobaczyć czego ode mnie chce.
- Co ty tutaj robisz? Miałeś już iść - skrzywiłam się z lekka na jego widok.
- Pomyślałem, że może jeszcze raz pójdziesz ze mną na krótki spacerek?- zapytał z powagą.
- oszalałeś? Tak teraz? Wszyscy nie wiadomo z kąd gadają o naszym "spacerku"... I z kąd do cholery masz mój numer?
- Domyśl się słonko - popatrzył na mnie znacząco
- Karola.... no tak... i nie mów do mnie słonko-warknęłam na niego.
- Dobrze przepraszam...To idziesz?- rzekł nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Jeśli tak bardzo Ci na tym zależy...
Z domu wyszłam w krótkim t-shircie z nadrukiem "Nirvana" oraz w czarnych biodrówkach. W Sydney jest gorąco więc nie wiem dlaczego wszyscy noszą czarne długie spodnie przyciągające słońce. Luke ubrany był właśnie w takie spodnie i niebieską bluzę z kapturem mimo obecnej temperatury.
-to.... gdzie idziemy?- wtrąciłam nieśmiało.
- Zobaczysz. - odpowiedział niby obojętnie na moje pytanie. Przez dłuższy czas szliśmy w ciszy nie wiedząc o czym rozmawiać
- Dlaczego tak się mną zainteresowałes?- rzuciłam w końcu nie mogąc dłużej znieść tej ogłupiającej atmosfery. Chłopak nagle spojrzał na mnie ze zdziwieniem po czym z uśmiechem dodał
- Wystarczy, że na siebie spojrzysz. Nie można oderwać od ciebie wzroku
- Dzięki - próbowałam naśladować jego seksowny uśmiech przygryzając wargę. Po krótkim czasie znowu zrobiła się cisza, której tak bardzo nie lubię.Kilka minut minęło zanim zorientowałam się gdzie prowadzi mnie Luke.
- Jesteśmy w mojej willi - pokazał z sarkazmem na dosyć duże mieszkanie. Kiedy weszliśmy do środka zobaczyłam syf jakiego nigdy w moim życiu nie widziałam.
- Irwin kurwa miałeś tu ogarnąć - syknął Luke
- Jakoś tak się nie składało - rzucił brunet z bandamką i zauważywszy mnie ułożył usta w sztuczny uśmiech. - Jestem Ashton. Przepraszam za stan tego domu. Nie wiedziałem, że wpadniesz - zerknął na Lukea ukradkiem
- Nic się nie stało. U mnie jest podobnie - wyszczerzyłam się. W tej chwili do salonu wpadł Michael i ten drugi opowiadając sobie jakieś suchary, których kompletnie nie rozumiałam. Obaj momentalnie stanęli w osłupieniu.
- Tala, cześć! Co ty tutaj robisz?
- Luke mnie tu zaprowadził. Powiedział, że to jego dom...
- Twój dom?! - powiedzieli jednocześnie patrząc w stronę blondyna.
- Sorry... To jest Calum- przedstawił ciemnego bruneta Luke. Resztę już chyba znasz
- Nie zmieniaj tematu debilu. Tak Calum jestem. I jestem...
- zaszczycony? Tak ja też - przerwałam mu.- Tala jestem
- Domyślam się i tak jak mówiłaś jestem zaszczycony obecnością tak pięknej...
- Wystarczy tych czułości- przerwał mu Chłopak o nazwisku Irwin.
- Bo co bo jestem rudy?- rzucił Calum a wszyscy dookoła wybuchnęli śmiechem. Ashtonowi najwyraźniej zrobiło się głupio bo poszedł do innego pomieszczenia zirytowany.- dobra przepraszam Ash... nie obrażaj się. To był taki joke...
Nic mu nie będzie - rzekł do mnie.
- Okej. Miło było was poznać - uśmiechnęłam się i skierowałam się w stronę wyjścia.
Po chwili znowu weszłam do ich mieszkania.
- Wiecie może jak z tąd dotrzeć do mojego domu?
I jak misiaczki? Jak myślicie coś wyjdzie z Lukiem i Talą?
Piszcie w komach. Buźka :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz