poniedziałek, 13 października 2014

chapter 4

- Calum idź z nią.- Rozkazał Ashton. Następnie wyszliśmy z dosyć dużego białego mieszkania. Było coś koło 21 a na dworze panował mrok. Calum zazwyczaj dużo gadał ale dzisiaj jakoś wyjątkowo milczał jak zaklęty. Przez jakiś czas szliśmy nie mówiąc nic. W końcu nie wytrzymałam
- Dlaczego Luke się tak zachowuje? Patrzy się tam gdzie nie powinien, robi nie stworzone rzeczy a ja nie wiem o co mu chodzi.
- To jest Luke.- odrzekł smętnym głosem Calum.- najwidoczniej mu się spodobałaś
- Nie sądzę - stając przy frontowych drzwiach mojego domu.- Dobranoc
- dobranoc. - uściskałam chłopaka z blond pasemkiem. Nie wiem dlaczego to zrobiłam, ale mam wrażenie, że jemu można zaufać zwierzyć się z trapiących problemów a on wesprze i powie "będzie dobrze". Mam nadzieję, że moje zdanie jest nieomylne. Oby tak było.
Zdjęłam pukające obcasy i po cichu weszłam do sypialni mamy, ucałowałam ją w czoło i wyszłam do mojego pokoju. Ubrałam się w pidżamę i zasnęłam jak suseł.
                   
                  * Następny dzień*

Budzik zadzwonił jak zawsze o 6:30. Dzień zapowiadał się normalnie. Dzień jak codzień. Jeszcze chwilę po sygnale dzwonka leżałam i obmyślałam plan dnia. Potem wstałam i udałam się do łazienki gdzie miałam zamiar wziąć ciepły prysznic. Ciepła woda obmywała moje ciało zmywając wszelkie obawy i lęki związane z rutyną dnia. Włosy upięłam w luźny kok dodając kilka wsówek. Czerwona koszula w czarną kratkę idealnie opisywała mój aktualny styl. Włożyłam również moje ulubione czarne rurki i trampki firmy converse. Pomalowałam rzęsy tuszem a eyelinerem namalowałam dwie proste kreski. Przed pomieszczeniem czekał na mnie z lekka zirytowany Pete. W pośpiechu zabrałam kanapkę, plecak i telefon na którym widniało powiadomienie o kilku nie odebranych połączeniach. Kiedy wyszłam zobaczyłam czarne R8 co lekko mnie zadziwiło. Szyba się zsuneła i ujrzałam twarz blondynki, na której widok uśmiech momentalnie pojawił się na mojej twarzy.
- Hej kochanie, wsiadaj szybko bo się spóźnimy!- wypowiedziała te słowa z entuzjazmem. Tak więc wsiadłam a rozmowa dalej toczyła się bez problemu
- Jak tam Mike?- zaczęłam
- Nawet nie wiesz co wczoraj przeżyłam! Wiesz... no... Ja już...
- Nie gadaj! - wrzasnęłam z zaskocznia- na prawdę zrobiłaś to z Michaelem? Luke coś mi opowiadał ale nie wiem czy mówił prawdę
- Apropo Lukea to dzisiaj go zajebie - skrzywiła się.- Trochę wszedł nie w porę.O! Już jesteśmy! Wysiadłyśmy obie z czarnego pojazdu i weszłyszmy do budynku szkolnego. Tak jak myślałam chłopcy juź stali pod klasą. Podeszłam do nich w czasie kiedy Mike zdążył już ucałować i przytulić Karę. Popatrzyłam w kierunku Lukea a on robił to samo. Zerknęłam również na jego koszulę i jego dzisiejszy ubiór i myślałam, że spalę się ze wstydu.
- Jesteście siebie warci - wyszczerzył się Calum spoglądając na naszą tak samo ubraną dwójkę. Reszta natomiast zaczęła się śmiać.
- Masz dobry gust Taluś - w tej chwili ze swoim seksownym uśmiechem przeleciał mnie wzrokiem.
- Po kimś w końcu to mam- zachichotałam próbując obrócić całą sytuację w żart. Nagle zadzwonił dzwonek i aby wymigać się szybko poszłam do klasy. Z jednej strony ławki usiadła Kara a z drugiej chłopak z charakterystycznym dla mnie stylem. Nauczycielka zauważając nas ułożyła usta w  wielki uśmiech pokazując klasie swoje proste białe zęby po czym dodała
- Widzę papużki zaczęły się nawet tak samo ubierać
- Ale... - zrezygnowałam z dokończenia wypowiedzi kiedy zauważyłam, że cała 6 przygląda mi się z głupawymi minami. Lekcja trwała. Luke wyciągnął karteczkę w moją stronę. Na niej była propozycja imprezy. Czy pójdę? Nie wiem. Jak narazie mam dosyć. Ku mojemu zbawieniu zadzwonił dzwonek. Kolejne lekcje mijały bez żadnych atrakcji i bardzo chciałam żeby już się skończyły. Kiedy w końcu nastał moment moich marzeń czyli koniec ostatniej lekcji szybko wyszłam z pomieszczenia i zwróciłam się w kierunku szafki. Na korytarzu nikogo nie było a na mojej szyi poczułam gorący oddech. Domyślałam się kto mógł być moim cieniem ale wolałam się odwrócić. Tak jak myślałam był to Luke. Chwycił mnie w talii a jego usta dzieliły od moich kilka centymetrów.
- Dlaczego tak na mnie działasz? Dlaczego sprawiasz, że czuję się jak na haju? Jesteś moim pragnieniem i marzeniem...- szepnął czule przygryzając wargę. Dzieliła nas mała odległość. Wiedziałam co się za chwilę stanie ale wolałam trzymać go jeszcze na dystans. Odepchnęłam go od siebie udając niewiniątko. Nie jestem typem Rebellsa ale w tym przypadku chciałam zobaczyc jego reakcję. W tym momencie popatrzył na mnie z nie doczekaniem i ponownie zmniejszył odległość nas dzielącą. Powiodłam ręką po jego torsie co wyraźnie mu się spodobało bo słychać było jak wzdycha. W tej chwili wyszeptałam
- jest międny nami chemia ale jeszcze trochę poczekasz - uwolniłam się z jego uścisku i pobiegłam w stronę auta.




No tak wiem co ja zrobiłam... taki moment... nie zabijajcie :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz